16th Lis
Edyta Kwiatkowska

Live stream, czyli mów mi godzinę o niczym

To w jakim stopniu social media zrewolucjonizowały biznes jest oczywiste dla wszystkich i tego tłumaczyć nie trzeba. Sama dzięki możliwościom, jakie daje sieć, mam stały kontakt ze swoimi potencjalnymi klientami, followersami czy potencjalnymi współpracownikami. Tłumaczyć trzeba jakby mniej, bo jak już ktoś zrobi research od LinkedIn, przez Facebook, Instagram i stronę www, to już niemal ma wrażenie, że mnie zna i jestem jakaś taka zdecydowanie mniej obca. To wiemy, to cieszy. Z tego korzystam.

Za obecnością w sieci idą jednak ogromne wyzwania, z którymi ja raz radzę sobie lepiej, raz gorzej, w zależności od tego, jaki na dany moment mam pomysł, jak się czuję i czy to, co wymyślę, trafi w gusta followersów. Bycie online to odsłonięcie części swojego życia, jeśli to ma być ciekawe dla obserwujących. To co jest jednak dla mnie największym fenomenem ostatnich tygodni, co nie daje mi spać, przez co nie wiem, czy śmiać się czy płakać, to live streamy, potocznie nazywane LIVEami. Wszechobecne, organizowane na Instagramie, Facebooku, przez osoby znane, nieznane, specjalistów, firmy, relacje z konferencji lub z kolacji.

Na żywo można teraz obejrzeć wszystko – dosłownie. Dla mnie przygotowanie LIVE’a jest czymś pokrewnym do mini wystąpienia. Nie jestem w stanie odpalić kamery i nakładać sobie na żywo kremu na twarz, czy też smażyć mojemu partnerowi jajecznicy LIVE. Czasem nawet myślę, że to byłby hit. Ale nie, wciąż tego tematu nie podejmuję. No więc jak obiecuję ludziom, że pojawię się LIVE, bo to co innego, niż codzienne pojawianie się na InstaStories czy wrzucanie zdjęć, ale jak już się w końcu pojawiam LIVE – to jestem przygotowana. Trema mnie zjada, łamie mi się głos, nie wiem do kogo mówię, kto i skąd mnie ogląda, ale jestem – na żywo. Z tematem do omówienia. Co jest prawdziwie zastanawiające, pomijając moją obecność, bycie przygotowaną wcale nie jest mile widziane!

Jak przygotować się do LIVE’a? A może się nie przygotowywać?

Zaczęłam przez kilka tygodni obserwować poczynania z zakresu live streamów osób, w tym takich, które uznawałam za swego rodzaju konkurencję. Pojawiło się kilka wniosków.
Aby być LIVE trzeba schować w pewnym stopniu ambicję do kieszeni. Bo jeśli chcesz robić wykład przez godzinę o czymś, to powinieneś mieć o tym jakąś wiedzę.
Jeśli robisz LIVE o tym, że pojawił się nowy przycisk lub o tym, że z klientem trzeba rozmawiać lub, że motywacja to jest w Tobie i to jest synteza tych godzinnych wykładów,
to trzeba mieć talent do wodolejstwa jak jasna cholera i tę godność jednak do kieszeni schować. Bo godzinę mówić o niczym i jeszcze się uśmiechać, to trzeba być kimś!

Ja to rozumiem! Nie oceniam, absolutnie! Idą za tym pieniądze i zlecenia. Sprzedają się kursy (sama kupiłam kilka – synteza 60 stron, również do zawarcia w jednym zdaniu), więc tak naprawdę, to ten tekst, który czytasz, to będzie zwykły wylew mojej zazdrości. Jak to robić? Pytam! Fenomenem jednak są osoby prywatne zaangażowane w szeroko pojętą działalność MLM – tam to już każda Pani, która sprzedaje krem opowiada trochę o kremie, trochę o motywacji i trochę o wolności finansowej, którą zyskuje się, gdy sprzeda się kosmetyków za 20 tyś. zł miesięcznie. I tam są tłumy! Ile tam jest komentarzy, uwielbienia i ludzi, to mnie się w mojej głowie nie mieści… Ile tam jest podziwu! O ten podziw to najbardziej jestem zazdrosna – oczywiście.

Gotowanie drogą do samorozwoju?!

No i tak jestem pomiędzy moimi pragnieniami, żeby przekazywać wiedzę i robić LIVE’y w stylu prowadzącej serwis informacyjny, a rzeczywistością i trendami, które mówią: smaż jajecznicę i wtedy mów – kobieto! Masełko pssss. Porozmawiajmy o tym jak budować stabilny biznes w oparciu o kilka strumieni przychodów, jajeczko pyk, przeanalizuj jak wygląda Twoje otoczenie dalsze, szur, szur, szur (świeży chlebek). Pozwól, że będę Cię wspierać w tym procesie, żebyś nie stracił motywacji. Śniadanie!

I LIVE gotowy.